Da się?

by - listopada 08, 2018

Jakby marazm, lenistwo, nuda, a może intensywne myślenie, koncentracja? Jedno i drugie może podobnie zmęczyć. Jedno i drugie może spowodować złość, bo w takich sytuacjach jedno i drugie pochłania czas, którego brakuje na inne parce, które lubię, na które czekam. Przyznam, że  nie znoszę, gdy mój dzienny, prawie stały, harmonogram zajęć jest zaburzony. Tylko, gdy wszystko gra, mam na wszystko czas, a że najwięcej czasu pochłania moja pasja, to łatwo przewidzieć co czuję, gdy choć minutę zabierze mi coś z czasu na fotografię i wszystko co z nią związane. A co mi czas kradnie? No właśnie, na ogół to jest to, czego nie lubię robić najbardziej, np. gotowanie:( Nie lubię, ale muszę. I nie ma znaczenia, że jest nas już tylko dwoje, bo ja jem co innego, a mąż co innego. Tym razem jednak nie to jest powodem. Paradoksalnie  czas kradnie mi to co lubię robić. Zatracam się, by szybko skończyć, by znów było normalnie. Widać już światełko w tunelu. Fejsbukowy świat nabiera kolorytu. Zaczyna mi być znów dobrze, bo jestem pewna, że odnajdę się w nowej rzeczywistości. Narzekałam, nie lubiłam, ograniczałam swoją działalność do minimum na FB. I co? Dziś doceniam, że jest, że znów mogę rozmawiać, pomagać, pokazywać swoje obrazy, że pomału działają grupy, które stworzyłam, że, mimo wszystko, dość szybko uporałam się z przeprowadzką. Śpieszyłam, bo  i inni liczyli, że ze mną pójdą, ale jeszcze bardziej  ja bałam się, że pójdą gdzie indziej, że nie zdążę. Nie jest jeszcze idealnie, ale wszystko da się poprawić, udoskonalić "w praniu". Najważniejsze, że tak wielu ludzi skupiło się w tym samym miejscu, a myślałam, że mój świat internetowy już nie będzie mógł być taki, jaki był. Ktoś pomyśli, że jestem uzależniona, ale to nie tak. Dwa światy równolegle, przenikające się, odpowiednich proporcjach, to jest moje życie. Nie jestem odosobniona. I tu i tam mam znajomych, ba, wierzę, że prawdziwych przyjaciół można także  znaleźć po tamtej stronie ekranu, bo nie da się społeczności internetowych stworzyć bez prawdziwych  ludzi. Dziękuję, że jesteście, gdziekolwiek by to nie było. 
Spacer po nałęczowskim parku sprzed kilku dni, prawie u schyłku dnia. 












You May Also Like

31 komentarze

  1. Mam podobnie, przyziemne czynności zabierają czas na ulubione i trzeba to jakoś pogodzić. Na szczęście syn dorosły i samodzielny, mąż pomocny, więc nie narzekam.
    Przekonałam sie nie raz, że w sieci można znaleźć wspaniałych ludzi, a znajomości w kilku przypadkach urealniły sie poza siecią:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam tę przyjemność, że poznałam 2 osoby na żywo. I stało się to w ciągu ostatniego roku. Niestety nie należę do tych osób, które chętnie to robią. Przełamałam się, bo powstał mój drugi dom kilkaset kilometrów dalej niż pierwszy;) Ciekawość wzięła górę. Pozdr.

      Usuń
    2. tak naprawdę, to znajomości netowe różnią się od tych "realowych" tylko tym, że poznajemy tą drugą osobę niejako "od tyłu" /w pewnym sensie/ oraz tym, że niekoniecznie dochodzi do "konsumpcji" /czyli spotkania w realu/, podczas gdy realowe znajomości siłą rzeczy, z definicji zaczynają się od owej "konsumpcji"...
      natomiast to, co może mieć miejsce później, podlega tym samym prawidłowościom relacji międzyludzkich... i w jednym, i w drugim przypadku te relacje mogą przybierać te same formy co do stopnia zażyłości, od sporadycznych kontaktów typu "cześć, co tam u ciebie" (i na tym koniec), po przyjaźnie w ścisłym znaczeniu tego słowa lub związki natury erotycznej /z bogatą paletą ich form i rodzajów/...
      p.jzns :)...

      Usuń
  2. mój czas nie ma zbyt stałego harmonogramu, co prawda nie jest to jeszcze anarchia, ale z pewnością artystyczny nieład... fejsa unikam, wystarczy mi blogosfera, bronię się wręcz przed nim, może dlatego, by mi nie zaburzył porządku owego nieładu, a może po prostu dlatego, że nie czuję żadnej potrzeby fejsowania...
    na temat Twego ewentualnego uzależnienia nawet cień myśli nie przyszedł mi do głowy, akurat znam się na tym, wiem jak to słowo ("uzależnienie") jest nadużywane i spotykam nieraz przypadki, gdy to uzależnienie wmawia komuś otoczenie, a czasem co gorsza klient sam sobie wmawia...
    a struktura znajomych mniej lub bardziej bliskich, jej skład osobowy, tak w necie, jak w realu po prostu się zmienia sama w czasie, trzeba to przyjąć z pokorą, nie walczyć z tym i w ogóle za dużo o tym nie myśleć...
    p.jzns :)...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie zgadzam się z Tobą, ale wychodzę z założenia, że trzeba coś z siebie dać, by potem wyrażać krytyk, niechęć etc. Mam nadzieję, że dobrze zrobiłam, kto chciał ten przeszedł w nowe miejsce, bez względu na to czy coś stworzyłam czy nie, ale na pewno gdy już zdecydował się będzie mu łatwiej wśród znajomych :) Dopytać się, poradzić. A z uzależnieniem - tak, jak najbardziej słowo nadużywane. Pozdr.

      Usuń
    2. wcale nie krytykuję ani fejsa, ani fejsowników, nie wyrażam żadnej niechęci... tego nie było w moim pierwszym komentarzu... sprawdź proszę, przeczytaj jeszcze raz...
      a potem, jeśli chcesz, wrócimy do tej rozmowy...

      Usuń
    3. A w którym momencie zarzucam Ci niechęć? Nie przypominam sobie, chyba coś źle zrozumiałeś. Piszę o sobie, że coś zrobiłam, nie tylko dla innych, także dla siebie i że człowiek powinien cos dać z siebie, by potem nie krytykował czegoś, czego sam nie sprawdził, nie dał szansy.

      Usuń
    4. okay, nie zarzuciłaś mi niechęci do fejsa i do fejsowników, przyjmuję to, sprawa wyjaśniona bezkonfliktowo bez wpuszczania się w chory spór o to, czy to Ty źle coś wyraziłaś, czy też ja źle zrozumiałem... żółwik :)...

      Usuń
    5. Bardzo możliwe, że mało precyzyjnie dla kogoś sformułował myśl, ale dobrze, że dopytakeś, bo rozmowa poprzez komentarze jest łatwa tylko pozornie. W razie wątpliwości warto i trzeba(!) upewnić się co autor ma na myśli. Dla jednego coś jest oczywiste, dla drugiego nie musi być. Pozd.

      Usuń
  3. Gotowania nauczyłam się sama i korzystałam z samych ekspresowych przepisów. Nie lubię jak przygotowanie jakiegoś dania pochłania mi więcej czasu niż pół godziny.

    Internet to też ludzie – od lat to powtarzam. Dorobiłam się nawet przyjaciółki od serca dzięki temu, że znalazłyśmy się w blogosferze ponad dziesięć lat temu (nie pamiętam dokładnie ile już minęło). Widywałyśmy się kiedyś dosyć często, teraz obie żyjemy na emigracji, więc jest z tym trudniej.

    Dziś dozuję sobie internet, jest to raczej minimum jakie spędzam w ciągu dnia. Ale jestem wirtualnie dostępna, bo mieszkam zbyt daleko i spontaniczne spotkania nie są możliwe, a czasem chce się po prostu pogadać.

    Piszę też listy do osób, które kiedyś spotkałam, także do osób, których nigdy nie widziałam na oczy, a znamy się tylko wirtualnie. Bo warto znać, poznawać, internet to ułatwia. Nie daj się mu tylko połknąć. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przygoda z internetem trwa ponad 20 lat, można powiedzieć, że go współtworzyłam. Do tej pory nie dałam się połknąć przez świat realny i wirtualny, bo nie należę do tego gatunku ludzi. Proporcje od lat niezmiennie zachowane. Są jednak ludzie podatni na wszelkie uzależnienia w tym internetowe, bo uzależnić można się od wszystkiego. Pozdr.

      Usuń
  4. Od kiedy moja wirtualna przyjaciółka z ciekawości zapisała się na Fb, nie robi niczego innego, tylko podgląda znajomych. Porzuciła pisanie na swym blogu.
    Wiele osób nie wierzy, że nie ma mnie na Facebooku i Twitterze, jestem tylko na blogach i naszej klasie, która całkowicie zeszła na psy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podgląda, bo jej na to pozwalają. Ona tylko korzysta z nieodpowiedzialnego korzystania z FB przez tych, których podgląda. A jeśli lubi to robić? Któż nie lubi. Ja też podglądam oglądając tysiące cudzych zdjęć, bo to uwielbiam. Znam całą masę ludzi, którzy nie korzystają z FB, to nie jest obowiązkowe. Dla ludzi zamkniętych w domach FB i inne portale społecznościowe są oknem na świat, wielkim dobrodziejstwem. Pozdr.

      Usuń
  5. Nie mam skrupułów uszczknąć sobie trochę czasu z codziennych czynności... Zdarza mi się nie posprzątać albo nie zjeść. Zauważyłam, że świat się od tego nie zawali, nie umrę z głodu... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale czuję się w obowiązku wobec drugiej osoby, by ten obiad postawić przed kimś kto wraca z pracy :) Poza tym herbatę pijemy od wielu lat po 14-tej i nic nie jest w stanie tego zmienić :) Mimo wszystko lubię te moje schematy życia :) Pozdr.

      Usuń
  6. Jest nas już tylko dwoje, bo dzieci osobno mieszkają.
    Każde nas ma inne zainteresowania i nie staramy się sobie przeszkadzać.Mąż interesuje się głównie polityką i historią.
    Książki i internet zajmują w moim życiu dużo miejsca.
    Ale - tak jak całe życie - tak i teraz preferuję spacery, wędrówki, włóczęgi. Bardzo często sama. Wtedy druga osoba mi przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam wyżej, że też już sami mieszkamy. Niestety spacery, wędrówki, włóczęgi już dawno za mną. Tęsknie, ale już nie wrócą i z tym się pogodziłam. Wolne chwile zawsze spędzamy razem, tak lubiliśmy i tak lubimy :)

      Usuń
  7. Długo zastanawiałem się, co napisać, jak zawsze :)) Z jednej strony podziwiam Cię za poukładany świat, gdzie wszystko ma swoje miejsce, a z drugiej buntuję się przeciwko schematyzmowi, pewnemu uszeregowaniu. Taki nasz ludzki paradoks, że z jednej strony pragniemy porządku, ale tęsknimy do chaosu. I odwrotnie. Myślę, że znalazłaś sposób na równowagę, ów "złoty środek" charakterystyczny dla stoików. Bardzo ładnie piszesz o swojej pasji, ale sama zdajesz sobie sprawę z tego, ze każda pasja niesie ze sobą tę odrobinę chaosu. Wybacz, głośno myślę. Co do tematu Facebooka, to rozumiem Cię, bo wiem, że współtworzyłaś sieć u jej zarania i jesteś z nią związana w zupełnie inny sposób aniżeli pokolenie, które tylko korzysta, bo zastali ją już na "gotowo". Dla nich te światy - realu i sieci przenikają się w sposób niezauważalny, ale w zupełnie inny, nieświadomy sposób. Ty jesteś świadoma tego, co robisz i gdzie jest jeden świat i drugi.Czego dowodem jest, że z iście zegarmistrzowską dokładnością przenosisz swój świat w inne miejsce, byś mogła poczuć się jak w domu. Naprawdę, szczerze Cię podziwiam i za tę dokładność i działanie według planu. I za to również, że jesteś zdeterminowana kontaktami, by nie zawieść ludzi. Cieszę się, że zachwyca Cię ten projekt i wiele sił mu poświęcasz, bo jeśli coś daje radość, poczucie bezpieczeństwa i spełnienia, to rzecz niebagatelna i chyba najlepsza :)) Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co ja tu mogę dopowiedzieć? Chyba nic, dokładnie tak jest jak napisałeś, taka jestem. Perfekcjonistka, którą jednak ten prerfekcjonizm nie przytłacza i na pewno nie utrudnia życia innym, najbliższym. Lubię, gdy wszystko gra,bo każdy moment ma wagę, nie trwonię ich. Czuję, że znow zaczynam oddychać, że spokój i swoboda wróciły, bo choć piszę, że wszystko urządzone i może podlegać korekcie, to nie piszę o chwilach zwątpienia. Były, a jakże, lecz na szczęście wszystko działa. Mam co prawda dalsze obawy, bo już widzę inne efekty niżbymy chciała, ale niestety nie mam na nie wpływu. Główna przyczyna to możliwości FB. Inne, nie znaczy gorsze, ale wymuszają zmiany. Czas pokaże w jakim kierunku pójdę. Pięknie dziękuję Ci za Twoje słowa. Pozdrawiam.

      Usuń
  8. Od 2000r do chwili przeprowadzki do Berlina wszystko miałam zaplanowane, poukładane, czas na swoje hobby i wszystkie własne zainteresowania. Od roku- wszystko "stoi na głowie" i często zupełnie nie mam czasu na własne hobby, które niestety wymaga sporo czasu i nie bardzo daje się kontynuować w krótkich odcinkach czasowych. Z drugiej strony nie narzekam, wędruję miastem które już wcześniej bardzo polubiłam, nagle sporo fotografuję ("z biodra", smartfonem) a biżuteria leży i czeka.
    Sama sobie tłumaczę, że odstąpienie od rutyny właściwie nie jest złe, może to sposób by za szybko nie ulec własnej metryce?
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może :) Ja myślę, ze każdy musi znaleźć dla siebie zloty środek dobry w danym momencie, a że momentów w życiu mamy wiele, to i te złote środki podlegają ewolucji. Ja mam dwa światy lubelski i sopocki, w każdym inne "prawa" obowiązują, ale w obu żyje wg schematów. Oczywiście schematy to główne tematy dnia, na które każdego dnia co innego się składa. Moje hobby od lat niezmienne czyli fotografowanie z zasady niesie ze sobą niepowtarzalność, zaskoczenie, ruch etc. To dobre hobby i na młodość, i na starość. Pozdrawiam.

      Usuń
  9. To ciekawe, gdyż nas też jest dwoje i każde je co innego. Tyle tylko, że gotuję wyłącznie ja:) Na szczęście to lubię i znam patenty, dzięki którym jest to łatwe i przyjemne:)) PS. Co to znaczy, że tworzyłaś FB?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jemy co innego, ale na pewnym etapie przygotowań bywa, że mogę wykorzystać coś dla siebie. Ja nie jadam mięsa i ryb, owoców morza. Co do pytania, to chyba chodź i o to, uzytkujeę internet od ponad 20.lat zaczynając od sieci uczelnianej, poza tym użytkownicy portalu społ. współtworzą je, sieci, grupy i w tym względzie jak najbardziej współtworzyłam i nadal to robię. Pozd.

      Usuń
  10. To mnie cieszy, że wszystko idzie po Twojej myśli Iva .
    Czasem zmiany są motywujące i wnoszą coś nowego i świeżego w nasze poukładane już życie.
    Fajne jesienne kadry!, pozdrawiam:)🇵🇱

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, zmiany lubię, bo rozwijają, ale dbam o to by urozmaicały to co jest, a nie burzyły :) I rak staram się żyć. Dzięki serdeczne, pozdrawiam

      Usuń
  11. Ważne, że robisz co lubisz...;o)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie duzo czasu zabiera czytanie, nie wyobrażam sobie zycia bez książek; potrafię zawalic sprawy, które uważam za mniej wazne niz lektura, przy czym dzis to nie problem, przynajmniej nie wielki, ale w szkolnych czasach szły za tym wiadome konsekwencje. A teraz do książek doszedł internet, w którym jest tyle do czytania, ze człowiek nie nadąża, dnia nie starcza:) A do tego pisanie, zdjęcia, wiadomo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czytam właściwie już tylko w internecie. Gdy czasem w ręce wpadnie mi gazeta papierowa, to dopiero przeżycie ;) Choć dużo spędzam przed ekranem, to gdy tylko mogę odchodzę, bo oczy niestety odmawiają mi posłuszeństwa. Coraz mocniejsze okulary, ale i coraz szybciej je zmieniam.

      Usuń